niedziela, 22 listopada 2015

Co by było bez czasowników

      65 grudnia nasza rodzina pojechała na jednodniowe ferie do Chrząszczowa. Nazwa wzięła się stąd, że królowi tego kraju, gdy jadł chrzęściło między zębami. W związku z tym, trudniej mu było wymawiać czasowniki. Postanowił więc wykreślić je z ich języka. Ta tradycja jest przekazywana z pokolenia na pokolenie i kontynuowana do dziś.
Nasza rodzina postanowiła zapisywać na kartce to, co chciała powiedzieć i skreślać czasowniki. Za każdym razem w takiej sytuacji otrzymywaliśmy kilka rzeczy, lub kilka odpowiedzi na dane pytanie.
Postanowiliśmy zameldować się w hotelu. Gdy w końcu dotarliśmy do pokoju, przyszła mam tylko jedna myśl - odpocząć. Położyliśmy się w łóżkach. Mama i tata musieli położyć się na kanapie, bo recepcjonista nie zrozumiał, że to ma być pokój czteroosobowy. Koniec końców, wszyscy zasnęli.
Najgorsze czekało nas na obiedzie. Kiedy już wszystko zjedliśmy przyszedł kelner po zapłatę, ale nie wiedział jak bez czasowników powiedzieć: "Proszę zapłacić". Wyrwał tacie portfel z kieszeni i wziął pieniądze. Tego było już za wiele. Tata zabrał portfel, spakowaliśmy się i wyjechaliśmy z tego miasta.
Odtąd nigdy już nie jeździmy do Chrząszczowa. I nikomu nigdy nie poleciliśmy tej miejscowości.

Zuzka, 5b

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza